Promocja !

Zielone złoto


Legenda


Zielone złoto Inków


Zanim umarł Kianachuyma, torturowany przez Hiszpanów, stary wróżbita, który z rozkazu Inki służył w świątyni na Wyspie Słońca, zgromadził swoich braci i powiedział im:

Synowie moi, zanim umrę, chciałbym ogłosić to, co przekazał mi w swej dobroci za moim pośrednictwem, nasz kochany Bóg Słońca.

Wejdźcie na najbliższy szczyt, znajdźcie roślinę o owalnych liściach, strzeżcie i uprawiajcie ją z największą pieczołowitością i poświęceniem, gdyż ona zapewni wam pożywienie, ulgę i pociechę.

W cierpieniu, które spotka was ze strony białych despotycznych oprawców, żujcie te liście, a będziecie mieć dużo siły do pracy.

W samotnych i długich podróżach, do których zmusi was biały, żujcie te liście, a podróż wyda się wam krótka i przejściowa.

Na dnie kopalń, do których wpędzą was niehumanitarne ambicje tych, którzy przyjechali rabować skarby naszych gór i kiedy napotkacie groźbę zawalenia sie skał, sok z żutych liści tej rośliny pomoże wam znieść życie w ciemności i strachu.

A w chwili gdy wasze melancholiczne dusze będą chciały upozorować trochę szczęścia, liście uśpią wasz smutek i wasze zmartwienia i poczujecie się szczęśliwsi.

Kiedy będziecie chcieli odsłonić rąbka tajemnicy swojego przeznaczenia, kawałki liści rzucone na wiatr odkryją tę tajemnicę.

Lecz, kiedy biały będzie chciał zrobić to samo co wy i ośmieli się użyć tych liści, spotka go to co najgorsze.

Ten sok, który dla was będzie siłą i życiem, dla białych będzie wstrętnym nałogiem i zwyrodnieniem.

Podczas gdy dla was będzie pokarmem duchowym, ich przeistoczy w głupców i szaleńców.

Synowie moi, nie zapomnijcie tego co wam przekazuję. Uprawiajcie tę roślinę gdyż jest to przepiękne dziedzictwo, które wam pozostawiam.

Pilnujcie aby nie wyginęła, utrzymujcie ją w dobrym stanie, rozpowszechniajcie ją wśród naszych braci z czcią i miłością.

 

 

 

Odwieczna tradycja

 

Przez wieki ten mały krzew - krasnodrzew pospolity (Erythroxylum coca), w języku keczua - kuka, zapisał bardzo ważną kartę w historii kultur andyjskich.

Gdy 1567 r sobów Limie potępił stosowanie liści koki, pewien sędzia hiszpański stwierdził że "gdyby nie liście koki nie byłoby Peru". Nie byłoby przede wszystkim ludów Aymara, Quechua, Chibcha, dla których to liście koki stanowiły podstawowy warunek egzystencji w Andach.

Liście te uważane za magiczną roślinę, odznaczającą się nadzwyczajnymi cnotami były ich pokarmem duchowym, kluczem do lepszego zrozumienia świata. Roślina ta tak mocno zakorzeniona w świadomości andyjczyków z pewnością mogła również przyczynić się do zdobycia przez peruwiańczyków niepodległości, pomagając walczącym żółnierzom przezwyciężyć zmęczenie, zimno i głód.

Po dziś dzień mieszkańcy Andów noszą ze soba zawsze małą torebeczkę tzw chuspa, wypełnioną liśćmi koki. Mają zwyczaj upuszczania na ziemię kilku liści jako ofiarę dla Pachamamy - Matki Ziemi. Następnie wkładają do ust kilka listków i żują kilka godzin. Żując w ten sposób liście, uzyskują tzw acculi - wyciąg z liści  o gorzkim smaku, który jest niezwykle bogaty w witaminy i mikroelementy.

Właściwości soku pomagają znosić zimno, zmniejszają głód i zmęczenie oraz objawy choroby wysokościowej. Żucie liści koki towarzyszy andyjczykom przy codziennej pracy w polu, ciężkiej pracy w kopalniach, jest związane z wieloma tradycjami.

Mieszkańcy Taquile, jednej z wysp na jeziorze Titicaca w Peru, nie podają sobie dłoni na powitanie, ale wymieniają sie liśćmi koki, owalne listki pomagają współczesnym czarownikom Yatiris w przepowiadaniu przyszłości, w odnajdywaniu zaginionych.

 

 

Historia krasnodrzewu

 

Pierwsze wzmianki o stosowaniu liści koki datuje się na 2500-1800 r p n e, ślady obecności liści odkryto na terenie ruin Huanco Prieto w północnej części Peru, tradycyjne ich użycie znamy dzięki odnalezionym naczyniom ceramicznym kultury Valdivia (Ekwador 2100 p n e) oraz kultur Nazca i Mochica (Peru, 600-360 p n e). Wiadomo również że Inkowie między 1200-1475 r n e używali esencji z liści koki w chirurgii podczas leczenia raka mózgu.

W 1917 roku amerykański przyrodnik W. E. Safford odkrył mumie z liśćmi koki, liczące około trzech tysięcy lat.

Według jednej z legend Manco Capac - wybrany syn boga Słońca - przyniósł liście koki od ludzi z płaskowyżu zgodnie z przykazaniem aby liście ofiarowane były jako dary bogom natury. Stosowanie liści koki  w epoce Inków miało głównie znaczenie mistyczno-religijne. Roślinę tę czczono i używano do rytuałów, służyła do przepowiadania przyszłości. Pola uprawy uznawane były za sanktuaria. Bez koki Inkowie nie zbiżali się do grobów, nie mogli również jednoczyć się z duchami przodków. Liście wkładano zmarłym do ust, aby mogli być lepiej przyjęci w zaświatach. Krasnodrzew chronił także domy przed nieszczęściem. Liście gwarantowały szczęście w miłości i zamożność. Bogowie Coyas (bóg złota) i Mamas (bóg srebra) tylko wtedy zdradzali miejsca występowania w górach drogich kruszców, gdy poczuli zapach koki, a Carimunachi, figurki przynoszące złoto i miłość zawierały jej liście. Były one także najcenniejszą nagrodą dla wojowników.

Przywilej stosowania liści koki zarezerwowany był głównie dla Inki oraz inkaskiej szlachty - inkascy kronikarze i księgowi uzyskiwali swą pamięć i jasność widzenia poprzez żucie liści. Tylko niewielki i ściśle wydzielone porcje przysługiwały żołnierzom lub posłańcom przemierzającym z ważnymi zarządzeniami drogi imperium. Dla kobiet, podbitych plemion roślina ta natomiast była trudno osiągalna, jedynie gdy lokalni przywódcy składali hołd władcy Inków, ten darował im oprócz cennych tkanin i złota także liście koki.

W czasie podboju Hiszpanie zorientowali się jak ważną rolę odgrywają dla andyjczyków liście koki. Roślinę pogańską i będącą przyczyną grzechów szybko wpisano na listę zakazanych. Wkrótce jednak decyzja ta podzieliła Hiszpanów na dwa obozy: duchownych, którzy absolutnie przeciwstawiali się używaniu liści koki, uważając ją za " roślinę demoniczną" i rządową administarcję królestwa Hiszpanii, która widziała wyjątkowo dobroczynny wpływ wynikający z jej stosowania. Indianie żując liście koki byli bowiem bardziej produktywni, pracując więcej na rzecz królestwa Hiszpanii.

Szybko upowszechniono więc jej stosowanie, ukrywając rozmiary handlu przed władzami kościelnymi, które miały ogromną pozycję w ówczesnych czasach. Liście koki stały się nawet środkiem płatniczym, którym indiańska ludność Peru uiszczała część podatków.

Wraz z nastaniem okresu gospodarki pieniężnej, produkcja koki stała się jedną z najważniejszych dziedzin produkcji południowoamerykańskiej.

 

Europejska sława

 

Pierwsze wzmianki o liściach koki pojawiają się w Europie dzięki kronikarzom Garcilaso de la Vega, Hipolito Unanue. W 1700 roku botanik J. Jussieu przywozi do Europy pierwsze egzemplarze tej rośliny, które do dziś znajdują się w zielniku Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu. W 1786 r wpisano ją do rejestru Encyklopedii Botanicznej de Lamarck jako rodzina Erythroxilaceae, gatunek Erythroxylum. Sławę liście koki zyskują w 1858 r po opubikowaniu traktatu medyka-antropologa włoskiego Paolo Mantegazza " O zaletach higienicznych i medycznych koki oraz innych środków uspokajających".

Prawdziwy bum następuje po roku 1860 kiedy to niemiecki chemik Albert Niemann de Göttingen wyodrębnia alkaloid kokainy z wartościowej mieszanki odżywczej wytwarzanej przez roślinę (1859 r). Początkowo roślinę wykorzystuje się w przemyśle farmaceutycznym produkując kremy, pasty, kosmetyki, napoje i leki. Pewien paryski alchemik Angelo Mariani w 1863 r komponuje wino z koki.

Wino to nieco później staje się inspiracją dla farmaceuty Johna Pembertona, który na bazie liści koki, orzechów kola oraz vina Mariniego- bez zawartości alkoholu - rozpoczyna produkcję napoju coca-cola (1886 r).

Po roku 1880 eksperymenty z alkaloidem kokainy prowadzone są m.in przez medyków Karla Köllera (rewolucja w chirurgii okulistycznej), Williama Halla (anestezja dentystyczna). Zygmunt Freud odkrywa jej działanie antydepresyjne.

Wkrótce jednak uwidaczniają się toksyczne reakcje kokainy, niewłaściwe jej stosowanie i wykorzystanie. Po roku 1905, kiedy Einhorn uzyskuje procainę - syntetyczną kokainę, naturalna kokaina znika z rynku. Po przyjęciu postanowień konwencji haskiej po roku 1912, jej używanie zostaje zakazane.

Pomimo jednak bardzo restrykcyjnego prawa antynarkotykowego powstają pola uprawy koki tzw cocales i yungas (jeż. keczua) na które ściągają bezrobotni. Rusza masowa produkcja koki. Rozpoczyna się bezskuteczna walka z narkobiznesem o zasięgu ogólnoświatowym.

Obecnie roślina ta  jest jednym z najważniejszych elementów "szarej strefy" ekonomii. Roczna wartość kokainowego rynku oceniana jest tylko w Stanach Zjednoczonych na co najmniej kilka miliardów dolarów. Nic więc dziwnego że kokaina początkowo mająca zastosowanie w medycynie, dzisiaj w krajach rozwiniętych kojarzy się jedynie z narkomanią, przemocą i korupcją.

 

 

Kosmowizja andyjska

 

Liście koki zostały naznaczone piętnem zła przez ludzi zachodu. Bezwzględnie zakazano ich używania ignorując tradycje kultury andyjskiej. Krasnodrzew dla andyjczyków były źródłem zdrowia, energii, dobrobytu dopóki był szanowany w swej świętej godności. Właśnie z punktu widzenia kosmowizji andyjskiej, niewłaściwe wykorzystanie liści było swego rodzaju naruszeniem patentu na światopogląd, wskutek tego rozlała się fala przekleństwa na ludzkość. Dla białych, według legendy, liście koki miały okazać się zgubne i tak się poniekąd stało, rozważając masową produkcję i spożycie kokainy.  Ludzie zachodu, nie rozumiejąc mistycyzmu kontrolującego bezpieczeństwo użycia koki, nie przywiązując uwagi do mądrości tradycji, powołali do życia mordercę niszczącego społeczeństwa.

Problem uzależnień w kulturach andyjskich był znikomy, gyż środki odużające były używane w sposób bardzo ostrożny, a rytuały związane z ich obecnością były poprzedzone żmudnymi przygotowaniami. Poza tym ilośc kokainy w liściach jest na tyle śladowa, że poprzez żucie, które jest głównym sposobem ich spożywania fizycznie niemożliwe staje się wprowadzenie zbyt dużej ilości narkotyku do organizmu. Liście koki zawierają około 1% tej substancji (do wyprodukowania 1 kg białego proszku potrzeba ich aż 100 do 200 kg).

Żucie liści jest tak głęboko zakorzenione w świadomości  andyjczyków, że groźnie brzmiące skutki uboczne nie robią na nich wrażenia, podobnie jak na przedstawicielach krajów rozwiniętych mowa o szkodliwości fast foodów czy piciu alkoholu.

Czy my ludzie zachodu jesteśmy na tyle duchowo przygotowani by móc korzystać z tego typu substancji i nie zostać przez nie zniszczonymi?

Obecnie kontrolowana uprawa koki w Boliwi, Peru i Argentynie jest legalna. Każda rodzina może mieć swoje pole. Legalna jest też sprzedaż i wyrób artykółów spożywczych zawierających wyciągi z liści oraz koka shopy gdzie można skosztować wyrobów z jej zawartością. Sama roślina doczekała się również swego muzeum, które można odwiedzić w La Paz lub wirtualnie www.cocamuseum.com.

Biorąc pod uwagę fakt że żucie liści koki wykracza poza sam fakt zmniejszania uczucia głodu, pragnienia lub zmęczenia i jest aktem o głębokich społecznych implikacjach dla współnoty andyjskiej, utrwalającym tradycje kulturowe i łączącym ludzi, 6 grudnia 2005 r, Peru ogłosił tradycyjne użycie liści koki jako składnik wartości niematerialnych dziedzictwa kulturowego narodu.


Pola kokainowe, lasy Amazonii i walka z narkobiznesem

 

Oto fragment artykułu Piotra Daszkiewicza z Wiedzy i Życia 2/1996.

 

"Uprawa koki i przetwórnie, w których otrzymuje się kokainę nie są obojętne dla środowiska, gdyż powodują zniszczenie lasów, degradację gleby i zanieczyszczenie wód. Wycinanie lasów zwiększa erozję gleby. Intensywne deszcze szybko wymywają z niej składniki pokarmowe i plantatorzy muszą stale przygotowywać nowe pola pod uprawę, często wybierając tereny rezerwatów. Poza Peru i Boliwią, gdzie plantacje koki zajmują ponad 200 tys. ha, w rejonie Amazonii producenci narkotyków wytrzebili lasy na powierzchni 1 mln ha. Zapewniają sobie odpowiednie plony, stosując olbrzymie ilości chemikaliów: pestycydów, nawozów i herbicydów zanieczyszczających glebę i wodę. Szkody trudno dokładnie oszacować, ale ich rozmiary sięgają daleko poza wpływy handlarzy i plantatorów koki.

Z peruwiańskich przetwórni liści koki do rzek zasilających Amazonkę trafia w ciągu jednego roku: 57 mln litrów nafty, 22 mln litrów kwasu siarkowego, 16 tys. ton wapna, 3 tys. ton karbidu, 6 mln litrów acetonu, 6 mln litrów toluenu.

Amerykanie przyrównują efekty wojny z kokainowym przemysłem do balona, który ściśnięty w jednym miejsu uwypukla się w innym. Profity z handlu narkotykami wzbogacają większość krajów Ameryki Południowej i Środkowej: od Argentyny po Meksyk. Jak długo będzie istniało zapotrzebowanie na kokainę, tak długo zniszczone uprawy koki będą się odradzały w innym miejscu. Skutkiem wieloletniego niszczenia kolumbijskich wytwórni kokainy było przeniesienie karteki do Peru i Boliwii. Dochody, jakie przynosi kokainowy krzew, przewyższają profity otrzymywane z innych upraw łącznie: kukurydzy, ziemniaków, kakao, tytoniu, kawy, palmy olejowej, bananów, cytrusów i orzeszków ziemnych.

Ręczne wycinanie krzewów koki jest trudne i niebezpieczne, zaś chemiczne metody ich niszczenia są szkodliwe dla środowiska, toteż przyjęto inną strategię.

Władze, poza walką z przestępczymi organizacjami, promują dobrowolne wycinanie plantacji, stwarzają alternatywne źródła dochodu, wprowadzają zastępcze uprawy, by uniezależnić ludność od kokainowych karteli"

Copyright © 2008 sztukaperu.com

ponczo, wełna lamy, egzotyczna biżuteria